czwartek, stycznia 16, 2014



Znany austriacki dziennikarz zdziera wszystkie maski z oblicza własnej Ojczyzny, dołączając do nieformalnego klubu Jelinek i Bernharda, ukazując ją nie jako kraj wspaniałych narciarzy i wiedeńskich kawiarni, a kraj skrzętnie ukrywający szpetną twarz: pełną bigoterii, znieczulicy, faszyzujących resentymentów i odwracający się tyłem do imigrantów z „nowego świata”, jednocześnie ich bezwzględnie wykorzystując (przejmujące reportaże o handlu kobietami czy  uchodźcach); wreszcie podczas lektury nie opuszcza nas refleksja, że choć Klenk pisze tak świetnie o rodzimej Austrii, to czytamy w istocie rzeczy o całej zamożnej Europie, patrzącej z lękiem w nieznaną przyszłość.

Florian Klenk, „Kiedyś był tu koniec świata”


Wielogłosowa opowieść zrekonstruowana z fragmentów pamięci pani Grety, Ernesta Teodora, pana Bieszka, pamiętnika Francuza i wspomnień innych ludzi, o których nikt by nie pamiętał, niekończąca się jak Wagnerowska melodia, ze śmiercią, jak u Rilkego, u początków, tocząca się na ulicach nieistniejącego Wolnego Miasta Gdańska, opowieść taka, jak życie, o którym opowiada i któremu nikt nie wierzy, bo „czy ktoś powiedział, gdzie jest prawda?”. 

Paweł Huelle, „Śpiewaj ogrody”

A jednak to baśń – choć nie byle jaka, w doskonałym tłumaczeniu Stanisława Barańczaka, zachęca do sięgnięcia po dalsze przygody czarnoksiężnika Geda (Krogulca) zebrane w tomie „Ziemiomorze” nawet antyfana literatury fantasy i potwierdza opinie, że jest to po prostu dobrze opowiedziana historia.


Ursula K. Le Guin, „Czarnoksiężnik z Archipelagu”

poniedziałek, stycznia 13, 2014

 
Książka napisana na jednym oddechu, o delirycznym śnie, w którym życie trwa tylko w przerwach między odwykami, bohaterowie pojawiają się i znikają jak płyny z butelek i tylko miłość może wszystko ocalić, ale czy miłość jest prawdziwa i czy wyzwoli od nałogu?

Jerzy Pilch, „Pod Mocnym Aniołem”


Trasa Moskwa–Pietuszki pokonywana pociągiem przez Wieniczkę jest drogą przez rosyjską duszę, a celem – znalezienie sensu na dnie.

Książka odsłuchana, czytał Roman Wilhelmi, co, na marginesie, stwarza specyficzną atmosferę wielu kontekstów.

Wiktor Jerofiejew, „Moskwa–Pietuszki”

piątek, stycznia 10, 2014


Zebrane w jednym tomiku reportaże z Rosji z lat 1998–2011, niegdyś zgrabne historie tłumaczące aktualne wydarzenia, dziś wiszące w powietrzu, nieosadzone w codzienności doniesień medialnych, lecz tylko związane z polskim lękiem przed Rosją skrytym pod genetycznie zakodowaną butą, nieopatrzone współczesnym komentarzem, pozbawione refleksji odautorskiej na temat zmian, które w tych latach zaszły, ułatwiającej czytelnikowi poruszanie się na terenie ogarniętym przez rosyjski absurd, to pójście na łatwiznę i, z duszą na ramieniu piszę, skok na kasę, bo najłatwiej po raz drugi sprzedać to, co raz już sprzedane; jakie to rosyjskie, chciałoby się podsumować.

Poprzednie recenzje tej książki: pierwsza i druga.

Wacław Radziwinowicz, „Gogol w czasach Google'a”

poniedziałek, stycznia 06, 2014


Opowieść o  praskim bankierze, który kupuje dla synów świnki morskie, zacząć ją jak bajkę, prostą, ciepłą, miejscami komiczną, tylko po to, by ostatecznie zostawić nas w mrocznym po kafkowsku świecie władzy i jej nadużyć, tak, taką właśnie snuje Vaculik, w słowach i zdaniach, które godzinami zostają w mózgu i na języku.

Ludvik Vaculik, „Świnki morskie"