niedziela, lipca 27, 2014


Można autora złapać za jakieś szczególiki tu i owam, ale czyta się płynnie i jest całkiem solidne pod względem tak fabuły jak i akcji czy stylu -- proste, bez zbytniego nadęcia, da się pochłonąć w jeden dzień bez poczucia zawodu pod warunkiem, że się nie oczekuje nie wiadomo czego :)

Rafał Dębski, „Światło cieni”

sobota, lipca 26, 2014


Męcząca, stechnicyzowana do bólu, fabularnie słaba, niepotrzebnie zagmatwana pseudozabawą ze stylem.

Jacek Dukaj, „Perfekcyjna niedoskonałość”

piątek, lipca 25, 2014


Konieczna do przeczytania kontynuacja „Unicestwienia” -- całkowita zmiana otoczenia, wyjście ze Strefy X, wejście do klaustrofobicznej strefy granicznej, próba ujarzmienia obu stref oraz głównego bohatera. 

Jeff VanderMeer, „Ujarzmienie”


Nie-wiem-za-co-NOBEL (tak, wiem, że nie tylko za ten zbiór) -- historie płytkie, styl słaby, logiki zero, nuda, nuda, nuda i nawet nie doczytałem do końca.

Alice Munro, „Za kogo ty się uważasz?”


Elektyzer, fantotronia, automaty, kosmig, zlicze, psychoimplementacja, stratory, mnemotronia, rakietki, telewizofonia, subloty, cerobroskop i wiele wiele innych niesamowitych elementów rodem z twardej fantastyki można spotkać w powiastkach Fiałkowskiego, ale najdojrzalsza jest w tym zestawie powieść "Homo divisus".

Konrad Fiałkowski, „Nieśmiertelny z Wegi”

środa, lipca 23, 2014


Bardzo dużo słów, bo przecież "celem opowiadania jest ono samo", więc historia płynie, opisów jest cała masa, zakończenie wcale nie na tytułowe bum, ale coś w tej powieści naprawdę jest, że przeczytałem ją szybko, bez znużenia, a opis konkursu jedzenia mięsa jest re-we-la-cyj-ny!

Mo Yan, „Bum!”

środa, maja 28, 2014


Wystartował biegacz pełen werwy i wigoru, znający swoje poprzednie umiejętności, z ogromnymi nadziejami na życiowy wynik na tak długim dystansie, jednak po mocnej 1/3 z lekka traci tempo, słabnie, czasem się potknie, ale wynik jest jeszcze do uratowania, wystarczy podkręcić tempo i się go trzymać, aż nagle po 2/3 dystansu opada całkiem z sił, słania się, pada na kolana, z trudem się podnosi i pełznie dalej, męczy się okrutnie i z cierpieniem w oku wypatruje mety, ba! myśli nawet o zejściu z trasy, bo ta monotonnia i przewidywalność trasy jest nie do wytrzymania, ale już zaraz meta, meta, która po minięciu jest tylko zwykłą białą kreską bez fanfar, jest końcem udręki, brakiem satysfakcji, padem z wyczerpania...

Haruki Murakami, „1Q84”