środa, lipca 10, 2013


Przeczytawszy błyskotliwie napisaną, doskonale skonstruowaną, pełną zaskakujących dialogów i niespodziewanych gagów sytuacyjnych książkę o m.in. dekonstrukcji współczesnej rodziny (a może o procesie konstrukcji współczesnej rodziny?) na przykładzie kilkunastu bohaterów i ich skomplikowanych, naszpikowanych ościami (tych rozmaitych -ości i „ości” jest więcej w treści), po raz kolejny dochodzę do wniosku, że nie rozumiem polskiej literatury współczesnej i, z narastającym po lekturze poczuciem pustki, pytam: „dokąd zmierzasz?” oraz „po co?”, choć wiem, że drażnię wszystkich, którzy Autora chwalą i podziwiają, ale moich wrażeń nie niweluje nawet podziw dla metaforyki, języka i warsztatu pisarza, bo świat I. Karpowicza to tylko maleńki wycinek świata, a autor sprzedaje nam go jako całość.

4 komentarze:

  1. Sprawo-zdanie zaczyna się od b. pochlebnych ocen, kończy jednak na zarzucie, że autor "sprzedaje nam maleńki wycinek świata jako jego całość". Zarówno ten zarzut, jak i inne z g+dyskusji wyglądają na tyle pretekstowo, że aż muszę spytać: co tak naprawdę zabolało?

    Sam odebrałem książkę pozytywnie, ale, niezależnie od tego, nie miałem przez moment wrażenia, że zamiarem autora był "kompletny opis świata" (co potwierdziłem w tekście: "niszowy, mniejszościowy świat środowiska portretowanego w ościach").

    Dla jasności: nie chodzi mi o "wymuszenie" uznania dla Karpowicza, raczej proszę o chwilę (samo?)analizy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo uprzejmie przepraszam za zwłokę; wczoraj dopadła mnie awaria internetu, która do dzisiaj, niestety, przeciągnęła się. Dziś już nie dokonam (samo)analizy, natomiast podpinam link do dyskusji, którą prowadziliśmy na G+ w kilka osób (mam nadzieję, że dyskutanci mi wybaczą). https://plus.google.com/u/0/109063536549008707427/posts/dRUTwDUGDP8

      A jutro, mam nadzieję, uda mi się znaleźć czas na odpowiedź szczegółową.

      Usuń
    2. Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi. Czas nie był najlepszy.
      Nie, nie zabolało - jakie słowo, zupełnie w moim odczuciu nieadekwatne. Zdenerwowało, owszem.

      Autor rzadko kiedy ma na celu „kompletny opis świata". Do tych należy np. Tolkien czy Proust lub może Zola w całym swoim dziele - na gorąco nie przychodzą mi inne nazwiska do głowy. Ale autor, nawet nie mając takiego celu, osadza kreowany przez siebie fragment świata w rzeczywistości - fikcyjnej lub realnej. Tego zakotwiczenia w „Ościach” brak. Bohaterowie wiszą w próżni, dryfują na tratwie z niczym nie związanej, są wycięci, idealnie oszparowani. Nie mają związku ze światem, którego autorowi nie udało się *stworzyć, nie stwarzając go i nie pokazując go*.

      Oto moja, krótka w sumie odpowiedź, w sprawie świata u I. Karpowicza.

      Usuń
  2. Dziękuję za odpowiedź. Nadal odnoszę wrażenie, że gdy zarzuty są tak szybkozmienne [w sprawo-zdaniu: Karpowicz udaje, że opisuje cały świat, ale opisuje jedynie mały wycinek; w g+dyskusji: IK opisuje swoją niszę (nazwaną wg najlepszej tradycji prawicowej publicystyki "salonem"), zamiast wypełnić powinność pisarską; teraz: niczego właściwie nie opisuje, postacie wiszą w próżni], to prawdziwa przyczyna niezgody ("zdenerwowania") pozostaje nie rozpoznana. Ale to nie mój problem, a że "czas nie najlepszy", to już przestaję Cię męczyć.

    OdpowiedzUsuń