czwartek, listopada 28, 2013

Julian Barnes, „Poczucie kresu”

Od kilku godzin, od ostatniego zdania tej książki, dobieram słowa, by określić nimi kunszt autora, jego umiejętność snucia gawędy, tyleż prostej, co metaforycznej, pełnej humoru gorzkiego, ale i ciepłego, ironii i odrobiny smutku, mądrości, głupoty, beztroski i miłości, wszystkiego w proporcjach właściwych, jak na mistrza pióra przystało – inaczej jednak nazwać tej powieści, jak świetną, nie umiem.

Poprzednie sprawozdanie z jej czytania:
http://sprawo-zdanie.blogspot.com/2012/12/julian-barnes-poczucie-kresu-sense-of.html

2 komentarze:

  1. Bardzo to pięknie napisałeś. Recenzja warta książki.

    OdpowiedzUsuń